


| Gołoś: Dobrze, że odszedłem z Wisły |
|
|
| Napisał: Życie Warszawy | |
|
Wydarzenie kolejki Górnik Zabrze nie zwalnia tempa – w sobotę wygrał 1:0 z ŁKS. Z Konradem Gołosiem, pomocnikiem reprezentacji Polski i Górnika Zabrze, rozmawia Maciej Białek. Chcemy zająć miejsce w pierwszej ósemce. Tylko tyle?! Apetyty w Zabrzu na pewno po ostatnich sukcesach wzrosły. Tak, ale tu wszystko odbywa się spokojnie, bez nerwowej atmosfery. Jeśli uda się ugrać coś więcej, to będzie dobrze. Pan może mieć szczególne powody do satysfakcji. Udane występy w Górniku zaowocowały powrotem do reprezentacji. Byłem trochę zaskoczony tym powołaniem. Owszem, zaliczyłem kilka... w miarę niezłych występów, ale nie spodziewałem się takiej nagrody. Inna sprawa, że mecz z Węgrami mi nie wyszedł. Na pewno mogłem zaprezentować się lepiej. Kilka dni przed Pana występem z Węgrami Leo Beenhakker powiedział: „Gołoś ma niesamowity talent. Na treningach daje z siebie więcej, niż mu się wydawało, że umie”. Takie słowa mobilizują czy paraliżują? (długa chwila namysłu) Szczerze mówiąc, delikatnie się spiąłem. Poczułem ogromną odpowiedzialność. Gdy patrzę obecnie na Pana grę, przypomina mi się sezon 2004/2005 i Pana świetne występy w Polonii Warszawa. To dwa różne okresy. Wtedy byłem młodszy, na początku swojej kariery. Teraz nabrałem doświadczenia, które się przydaje. I nie bujam w obłokach. Owszem, znowu jest świetnie, ale twardo stąpam po ziemi. Jacek Krzynówek powiedział niedawno, że łatwiej się wspiąć na szczyt, niż się na nim utrzymać. Zwłaszcza gdy robi się to po raz drugi... Święte słowa. Gdy piłkarz już wchodzi na szczyt, musi znaleźć sposób, żeby jak najdłużej z niego nie spaść. A to nie takie proste. No właśnie, Pan już spadał. Po transferze z Polonii do Wisły Kraków Pana kariera nagle się załamała. Nie było mi łatwo. Jestem takim zawodnikiem, który strasznie przeżywa siedzenie na ławce lub trybunach. Z perspektywy czasu wiem, że zostawanie jak najdłużej w Wiśle było błędem. Czasami trzeba zostawić swoje sportowe życie, nawet jeśli jest bardzo atrakcyjne, by spróbować gdzieś indziej. Transfer do Górnika był strzałem w dziesiątkę. Ale to tylko wypożyczenie. Za pół roku trzeba będzie wrócić do Wisły. Na razie o tym nie myślę. Teraz liczy się tylko najbliższe spotkanie z Kolporterem. Kielczanie wyprzedzili właśnie Legię w tabeli. Zaskoczyła Pana obniżka formy warszawiaków? Zaskoczyła mnie ich porażka z Odrą. I to bardzo. Wcześniej prezentowali się świetnie. W Wiśle przyjaźnił się Pan z Kubą Błaszczykowskim. To chyba najlepszy przykład na to, jak można pójść do góry. Przypadek „Kubusia” to dla mnie dodatkowa motywacja. Sporo razem trenowaliśmy. Z takim talentem trzeba się urodzić, ale on sporo zyskał też podczas gry w Wiśle. Czasami podpatrywałem go w czasie gry i treningów. Teraz Pana kolegą w drużynie jest m.in. Tomasz Hajto. To podobno postrach młodszych piłkarzy. Naprawdę jest taki „straszny”? Ależ skąd! To bardzo pozytywna postać. Wnosi bardzo wiele do drużyny, zarówno na boisku, jak i poza nim. Podobnie jak Jurek Brzęczek. Źródło: Życie Warszawy |
| wstecz | dalej » |
|---|