


| Młodzi ulicznicy bez kompleksów |
|
|
| Napisał: Życie Warszawy | |
|
Street artowe wykształciuchy z grupy noBrain pokazują nową sztukę na Starym Mieście. Jako duet noBrain skonfrontowali swoje prace z artystami z trzech kontynentów. Punktem wyjścia dla zaproszonych twórców jest miejski folklor – street art. Powód zakłopotania naszych muzealników i kuratorów, tu przybiera spontaniczne i ciekawe formy. Zacierają się wszelkie granice, bo ta sztuka mówi językiem uniwersalnym. – U nas panuje przekonanie, że to, co zachodnie, jest lepsze, oryginalniejsze – mówi Waraxa – tu pokazujemy, że tak nie jest. „Piekielne gadżety” japońsko-amerykańskiej grupy Moleboy pozwalają krok po kroku przeżyć cierpienie z powodu obcowania z zespołem Europe. Grafiki Jasona Jeebsa to przykład tzw. delete art. Artysta pokazuje, jak można „wymazać” np. z plakatu ikonę popu. A „wideoinstalacja czasu rzeczywistego” Jamala zamieni nas w pikselowy kod. Dobrze w tym towarzystwie wypadają gospodarze. Dbałość o formę i kolory plus elegancja i bezpretensjonalność. Łączenie malarstwa z szablonem i collage’em. Akademicki street art? Uliczni ortodoksi mogą kręcić nosem. Na osłodę podano na wernisażu ciasteczka w – budzącym zgorszenie – kształcie penisa. Taka formę przybrał kulinarny happening Candy, artystki z Londynu. Szkoda, że nie zdecydowano się na zaprezentowanie innych rodzimych twórców. Byłoby bardziej reprezentatywnie. Choć i tak niewielka przestrzeń ekspozycyjna wykorzystana została maksymalnie. Źródło: Życie Warszawy |
| wstecz | dalej » |
|---|